ASERTYWNOŚĆ


Regułą kontaktu z klientem jest ten jego fragment, gdy interesant intensywnie i finezyjnie przekonuje o swojej absolutnej niewinności, braku odpowiedzialności i ogromie knowań jego przeciwników, którym należy się stanowczo przeciwstawić. Wychodzi na to, że mamy z reguły do czynienia z przypadkiem oczywistym, polegającym na krzywdzie wobec naszego rozmówcy. Podświadomie potrzeba przekonania prawnika do swojej czystości intencji i zachowań jest odczytywana jako pośredni cel spotkania. Skutecznie omamiony prawnik jawi się jako połowa sukcesu lub przynajmniej solidny prognostyk ostatecznego zwycięstwa.

I nic tu nie poradzi przekonywanie, że warto przedstawić prawdę w możliwie najbardziej obiektywny sposób. O nie ! No bo "quod est veritas ?"

Dlatego z dużym zrozumieniem i aprobatą wsłuchałem się ostatno w uwagę jednego z bardziej roztropnych polskich prawników, gdy ten zwracał klientowi uwagę na konieczność przekazania mu pełnej prawdy, jako warunek skutecznej pomocy. Posłuzył się przy tym porównaniem rozmowy z prawnikiem do spowiedzi. Z tą jednak różnicą, że do spowiedzi idzie się po popełnieniu grzechu, a do prawnika najlepiej byłoby udać się przed, a - w ostateczności - w trakcie. Bo później to już zostanie tylko zbieranie rozlanego mleka. A do tego wystarczy ścierka. Nie trzeba mecenasa.

Żeby jednak puentą nie była uwaga o mleku odwołam się do reakcji klienta, którą najlepiej opisał swego czasu Bertrand Russel w takiej refleksji: "Kłopotem tego świata jest to, że głupi są zbyt pewni siebie, a inteligentni zbyt pełni wątpliwości". Jednak nie wskażę tu, z którą z opcji zetknąłem się w komentowanym przypadku. Niech się czytelnik tej notki domyśli sam. Będzie to także próba odpowiedzi na pytanie, do której z russelowskich kwalifikacji jest mu bliżej.




Podoba Ci się ten artykuł? Przekaż go innym:
Facebook Twitter Google Digg Reddit LinkedIn Pinterest StumbleUpon Email


Napisz do nas

3 + 5 =
Wyślij