Po pracy
image
Lip09

Odessa i resztki Besarabii

Czerwcowy wypad do Odessy zapowiadał się tak sobie. Miasto niby ciekawe, jednak w sensie historycznym. Coś tam internet donosi o jakichś podziemiach, o ciekawym śródmieściu, smacznych posiłkach. Ale to raczej nic ekscytującego. Wszyscy tak piszą. Jednak już przejazd wynajętą Jettą z lotniska na k...

image
Lip09

Hasmik i inne cuda Armenii

Byłem na rajskiej ziemi. Urzekła mnie. I chcę tam wracać. Spotkałem historię. Radowałem się przestrzenią Kaukazu. Doświadczyłem spotkań z prawdziwymi ludźmi. Współczułem w cierpieniu mordowanych w latach 1915 – 1918. Tęskniłem za Araratem, patrząc z granicy chrześcijaństwa na jego grań. Roz...

image
Lip09

W Krainie Wielkich Krasnali

Wrześniowy wypad na fińskie jezioro Lepistonselka koło Sulkavy, w kończącym się 2014 roku, okazał się nagłą i nieoczekiwaną translokacją do Krainy Wielkich Krasnali. Już sam domek – w środku lasu, nad brzegiem zatoki, tuż obok całkowicie omszałego kamienia wielkości sporej stodoły – j...

image
Lip09

Dorsze zza Trollfjordu

Za polarnym kręgiem, gdzieś na północ od Lofotów, jest norweski koniec świata o nazwie Hennes. To taka wiocha, znacznie mniejsza od Piasków na Mierzei. Jest coś na kształt portu, parę kutrów. I nasz „apartament”. Prosty i – jak to u Norwegów – niezwykle funkcjonalny. Łódka...

image
Lip09

Jesienne Mazury

Poza wielu innymi sprawami uwielbiam jesienne rejsy po Mazurach. Pusto, wietrznie, chłodno. A jednak te nabrzeżne barwy jesieni ! Te klucze odlatujących żurawi, gęsi ! Ogromne stada czajek uciekających przed syberyjskimi mrozami gdzieś na zachód. I załoga: prawdziwi twardziele, którzy nie pękną n...

image
Lip09

Kresowe zauroczenie

Wakacje sierpniowe 2010 spędziłem nad jeziorem Boksze – gdzieś miedzy Sejnami i Puńskiem. Od lat tam właśnie szukam czegoś ważnego: jakiejś inspiracji do odkrywania własnej tożsamości, sensu, nawet ego. Mała Litwa to taki kawałek ziemi, na którym zbiega się wiele setek lat wspólne...

image
Lip09

Gandurino i Delta Volga

To zdarzyło się jeszcze w roku 2004. Z Warszawy wylecieliśmy Aerofłotem (TU-134), któremu druty wystawały z opon. W Moskwie nie było najgorzej. Obejrzeliśmy wszystko, co należało zobaczyć, a ponadto jeszcze Gwiezdne Miasteczko w Korolewie. W zasadzie największe wrażenie zrobił...